Zamówione przez amerykańskiego kolekcjonera rosyjskiego pochodzenia Petera S. Kalikowa Ferrari 612 Kappa stanowi nawiązanie do najlepszych lat Ferrari i Pininfariny, kiedy to możni tego świata zamawiali wyindualizowane wersje nadwoziowe ekskluzywnych berlinett. Kiedy więc na początku 2005 Amerykanin zwrócił się do Pininfariny o modyfikację posiadanego Scaglietti według jego wizji, Włosi byli więcej niż szczęśliwi z otrzymanej szansy. Kalikow zażyczył sobie całą listę nowych części auta; dość powiedzieć, że żaden zewnętrzny element nie jest taki sam ja w standardowej 612. Patrząc na auto może to dziwić, ale jest to wyraźny zamiar właściciela – Kappa ma być odróżniana od zwykłego Scaglietti tylko przez znawców tej dziedziny.
Nie jest to też pierwszy indywidualny samochód Kalikowa – w latach 70. stał za projektem coupe MOMO Mirage zamówionego u Pietro Frua. Miało to być auto, które łączyłoby zalety amerykańskiego napędu z włoskim stylem (producent chciał zapewne powtórzyć sukces ISO Grifo). Niestety, zbudowano tylko dwa egzemplarze, które stoją teraz w prywatnej kolekcji Kalikowa, koło całej rzeszy Ferrari z lat 50. i 60., z których wiele wygrywało już różne concours d’elegance na całym świecie. Co ciekawe, jego ‘zabawki’ można rozpoznać na takich zlotach bardzo łatwo – ich rejestracja zawsze zaczyna się na ‘K’. Przy tym samochodzie Amerykanin poszedł o krok dalej i dał mu nazwę ‘Kappa’, czyli po prostu greckie ‘k’.
Zarówno kolor jak i wiele z nowych elementów nadwozia są inspirowane właśnie tymi samochodami. Najoczywistszy świeży akcent to wlot na masce, wykończony aluminium – przywodzi na myśl 250 GT Ellena i inne wersje na tym samym podwoziu. Inna przykuwająca wzrok nowa cecha to chromowane wnętrza przednich lamp. Patrząc na Kappę z boku można odnieść wrażenie, że jest ona krótsza od zwykłej 612-tki – osiągnięto to dwoma metodami – przód optycznie skraca dodany za przednim kołem wlot powietrza, a tył (właściwie to wydłużają kabinę) tradycyjne ‘żaluzje’, dyskretnie dodane po obu stronach tylnego okna. Tylne światła zmieniły swoje położenie, przechodząc jeszcze bardziej do góry i na środek, podobnie jak to jest w F430 czy też Enzo. Tył wieńczy znaczek Pininfariny, umieszczany uprzednio 40 lat wcześniej na dawnych Superamericach.
Zmiany nie kończą się jednak na karoserii – kilka nowych elementów odnajdziemy też we wnętrzu. Zanim jednak jeszcze wsiądziesz do samochodu, zwrócisz uwagę na nową chromową klamkę z wygrawerowanymi inicjałami właściciela (fot. u góry) – nie figurowała ona na liście życzeń a stanowiła jedynie prezent od wytwórni. Jeżeli jeszcze ktoś nie zauważył, w jak bardzo specjalnym samochodzie się znalazł, informuje go o tym zamieszczona we wnętrzu plakietka. Ten kolor tapicerki umieszczono tylko w tym Scaglietti, bowiem wycofano ją z produkcji już ponad 10 lat temu. O atmosferę ekskluzywności dba też nowy dach, którego tworzą dwa panele szklane, wykonane w podobnej technice co w 575 Superamerica – znaczy to tyle, że możemy regulować jego przyciemnienie. Tutaj zakres jest jednak jeszcze większy – od kompletnie nieprzepuszczającej promieni czerni po zupełnie przezroczysty.
Pininfarina zmieniła marzenia Kalikowa w rzeczywistość w mniej niż rok. Przez ten czas Amerykanin prawnie zobowiązał Ferrari, aby w przyszłości nie kopiowali żadnego z nowych elementów jego samochodu. Jeszcze przed oficjalną premierą na kwietniowym Concorso d'Eleganza Villa d'Este właściciel dosiadł swojego nowego Ferrari przy fabryce Pininfariny. Odezwał się po około 10 minutach jazdy, pytając tylko, jak daleko do Niemieckich Autobahnów...