Edo Competition nie boi się tuningować żadnych samochodów. Właściwie, to bierze się tylko za te najlepsze. Warsztat Edo Karabegovica opuściły już zmodyfikowane Ford GT, Porsche Carrera GT, Lamborghini Murcielago LP640, Maserati MC12, a nawet Ferrari FXX (s/n 146362). Razem z najnowszym, czwartym już pakietem do MC12, równolegle przygotowano zmodyfikowane Ferrari Enzo. Jest to trzecia firma po Novitecu i Hamannie, która podjęła się tego zadania. Zakres zmian jest tu jednak najszerszy.

Tuner mający już duże doświadczenie w serwisowaniu FXXa był w stanie podrasować jednostkę napędzającą jego drogowego brata. Wiele istotnych części wymieniono na wyczynowe odpowiedniki - poczynając od kolektora dolotowego, poprzez filtry powietrza i przemapowanie ECU, kończąc na ekstensywnej modyfikacji układu wydechowego. Ten został wyposażony w bardziej efektywny katalizator, nowe końcówki i zaawansowane tłumiki ze stali nierdzewnej, dodatkowo wyposażone zawory motylkowe. To dzięki nim można regulować stopień przepływu spalin, co w efekcie wpływa na głośność samochodu na zewnątrz. Dzięki temu kierowca może teraz sam ustalać dźwięk nie opuszczając kabiny. W efekcie ma to przynieść wzrost mocy do szacowanych 700 KM, co ma się przełożyć na wzrost prędkości maksymalnej do 370 km/h i obcięciu śladowych części sekundy w przyspieszeniu do 100 km/h do wyniku 3,5. Takie wartości osiągnął testowany ostatnio na Hockenheimringu stosujący tą samą technikę MC 12 R, osiągi powinny być więc bardzo zbliżone.
Wprowadzone zostały też pewne modyfikacje w pozostałych dziedzinach - nowa skrzynia biegów z czasem zmiany biegów takim samym co w FXX sparowana jest z ekstremalnym, ultralekkim sprzęgłem. O tym, jak duży ma potencjał stanowi możliwość wyboru spośród dwóch trybów pracy - Strada i Pista (droga i tor). Nowe jest też zawieszenie - wzorowane na konstrukcji z MC 12 Trofeo, które startuje z dużym powodzeniem w mistrzostwach FIA GT. Posiada możliwość regulacji i zachowało zdolność podniesienia przodu, potrzebną do przejeżdżania przeszkód na drodze. Na nich osadzono nowe koła - robione na zamówienie obręcze trzymają opony
Michelin, tak rzadko spotykane w ostatnich latach u Ferrari. Powszechnie wiadomo, że Bridgestone w tej klasie ustępuje Pirelli i Francuzom, jednak producenta z Maranello wiąże kontrakt obejmujący także Formułę 1. Tutaj opony są w innych rozmiarach niż w modelu podstawowym - przednie są o 2 cm szersze (teraz mają całe 265 mm), tylne za to centymetr węższe, ale mają o cal większą średnicę (równe 20 cali). Wyposażone są też w system monitorujący poziom ciśnienia w każdym z kół.

Tuner nie wspomina nic o modyfikacjach nadwozia i wnętrza i trudno też się takich dopatrzeć. Możliwości ograniczają się do dobieranych na zamówienie materiałów i przyciemnionych kloszy lamp, powtarzając zamysł Noviteca. Uwagę zwracają też pomalowany w kolorze nadwozia dyfuzor.