Zawiązany w połowie lat 90. skład Michael Schumacher - Ross Brawn - Jean Todt - Rory Byrne zapowiadał osiągnięcie wielkich wyników. Po kilku latach wytężonej pracy oczekiwany moment nadszedł w roku 2000. Już przed sezonem oczekiwania były duże - zarówno Luca di Montezemolo, kibice jak i sam zespół oczekiwał mistrzostwa świata. Jak powiedział Ross Brawn - to najlepszy samochód, jaki udało im się do tej pory zbudować. Kiedy Schumacher i Barrichello po raz czwarty przystępowali do wspólnego sezonu, wszystko wskazywało na to, że osiągną pierwszy od 21 lat tytuł mistrzowski dla Ferrari - po Jodym Scheckterze.
I rzeczywiście się tak stało - Michael Schumacher był niezrównany. Wygrał trzy pierwsze rundy (w Australii na drugim miejscu podium towarzyszył mu Barrichello), ostatecznie wygrywając 10 na 17 wyścigów. Dominacja McLarena w końcu została przerwana.
Co prawda zmienione zostało też zawieszenie, rozłożenie mas i elektronika, ale kluczową rolę odegrały aerodynamika i silnik. Nadwozie było ewolucją F399 z poprzedniego roku - od połowy sezonu bardzo szybkiego samochodu, zapowiadającego wzrost formy zespołu. Kanały po bokach komory silnika były już prowadzone możliwie najbliżej wnętrzności - wloty mają zupełnie inny kształt niż w poprzedniku. Przednie i tylne skrzydło zostało zachowane właściwie bez większych zmian, ale nadwozie musiało być trochę bardziej elastyczne, bo tym należy tłumaczyć zauważalnie lepsze trzymanie na tralkach.

Całkowitą nowość stanowił silnik. Zwiększony został kąt rozwarcia cylindrów - o 10 stopni do pełnych 90. Pozwoliło to na obniżenie środka ciężkości. Aluminiowy blok był zaprojektowany od zera, pozostały natomiast te same głowice cylindrów. Silniki Paolo Martinelliego może nie były najlżejsze i najmniejsze, ale bardzo wytrzymałe i mocne - ten osiągał moc ponad 770 KM.