Po zakończeniu produkcji Enzo w 2004 roku grzechem byłoby zaprzestanie z korzystania z tak udanej konstrukcji. Naturalną koleją rzeczy projekt przejęło Maserati, działające w obrębie jednego koncernu Fiata. Głównym zadaniem nowego supersamochodu z trójzębem była promocja marki z Modeny w sportach motorowych, toteż w pierwszej kolejności opracowywano wersję torową, której celem była wygrana w serii FIA GT (co się zresztą udało). Korzystając z szansy, Maserati poszło za ciosem prezentując także drogowego odpowiednika. Nowy model zyskał miano MC12, co można rozszyfrować jako Maserati Corsa 12-cylindrowe.
Opatrzony kryptonimem MCS jest niejako bardziej wyrafinowaną i elegancką wersją Enzo. Biorąc pod uwagę fakt, że wyprodukowano ich jeszcze mniej od dawcy jest też bardziej ekskluzywny, a spotkanie z nim na ulicy to gratka dla każdego fana motoryzacji – wyprodukowano tylko dwie serie po 25 sztuk w latach 2004 i 2005. W założeniu wszystkie drogowe egzemplarze miały mieć biało-niebieskie kolory (upamiętniające Scuderię America Camoradi, która dała Maserati modelami Birdcage największe sukcesy), choć pojawiły się już zdjęcia egzemplarzy granatowych, całkowicie białych, jest też jeden srebrny (ew. celeste).

Co ciekawe, MC12 ma 150 mm dłuższy rozstaw osi niż Ferrari, co w połączeniu ze zdejmowalną środkową częścią dachu stanowiło duże wyzwanie przy utrzymaniu sztywności nadwozia. Podołało jednak temu karbonowe poszycie wsparcie na karbonowo-nomexowej ramie rurowej, wspomagane przez dodatkowe dwie aluminiowe ramy pomocnicze.
Stylistyka MC12 jest daleka od Enzo a powiązanie zdradzają właściwie tylko boczne szyby. Marka nie mogła pozwolić sobie na (znaczącą) stratę osiągów w stosunku do protoplasty, toteż nadwozie spędziło wiele godzin w tunelu aerodynamicznym. Tutaj mimo wszystko najważniejsza była jednak zapierająca dech w piersiach stylistyka. Niesamowite proporcje połączone z przejmującymi „pazurami” nad przednimi wlotami powietrza i bezkompromisowe tylne skrzydło są uzupełnione stylowymi kratownicami nad hamulcami przedniej osi i silnikiem. Czego nie znajdziemy w Enzo, nad przedziałem pasażerskim znajduje się wlot powietrza efektywnie chłodzący jednostkę napędzającą.

Serce stanowi dobrze znany już sześciolitrowy V12 F140 B. W kontraście do flagowego bolidu Ferrari tutaj został on zdetuningowany o 30 KM, co należy uznać za zagrywkę czysto marketingową – MC12 ma być stylowy i bardzo szybki, ale nie na tyle, aby przyćmić prestiż dawcy. Silnik został skojarzony z sześciobiegową przekładnią opracowaną samemu przez Maserati Cambiocorsa (dywizja wyścigowa), konstrukcyjnie jest jednak bardzo zbliżona.
W MC12 elementem mającym duży wpływ na końcowy sukces modelu jest wnętrze, nie inaczej było i tym razem. Pomimo konstrukcyjnych ograniczeń udało się wprowadzić szczegóły charakterystyczne dla marki, nadające specyficzną atmosferę. Tutaj także, jak przystało na rasowego supercara, nie było miejsca dla sprzętu audio.

Istotą programu MC12 było przywrócenie marce Maserati image’u firmy związanej z wyścigami samochodowymi. Tych zaniechano w Modenie już dawno – rozwijany pod kryptonimem MCC supersamochód jest pierwszym bolidem wyścigowym od czasów Coopera-Maserati z mistrzostw Formuły 1 z 1967.
Jego premiera odbyła się razem z wersją drogową na genewskim salonie samochodowym roku 2004 i była zapowiedzią niezwykle konkurencyjnego zawodnika serii FIA GT. Rzeczywiście, MC12 wręcz zdominowało mistrzostwa, ujawniając wielki potencjał Enzo.
Maserati pozazdrościło Ferrari modelu FXX, tworząc własny supercar bez homologacji drogowej, oparty bezpośrednio na konstrukcji ścigającej się w FIA GT w sezonie 2005, co zewnętrznie można zauważyć po pakiecie aerodynamicznym bardziej radykalnym niż w drogowym odpowiedniku. Dzięki niemu każdy, kto ma wolny milion euro, może poczuć się jak prawdziwy zawodnik najmocniejszego auta najelitarniejszej serii bolidów drogowych, a dzięki 756 KM mocy stanowi ekstremalny ‘trackday car’.
Oznacza to więc, że Corsa jest nawet silniejsza od swojego zawodniczego odpowiednika. Nie będąc ograniczaną przez żadne regulaminy, konstruktorzy mogli pozwolić sobie na umieszczenie najefektywniejszych podzespołów. Prócz tego znalazł się dodatkowy fotel dla pasażera.
Prócz planowanej serii 12 sztuk dobudowano jeszcze trzy – wszystkie są w jednakowym kolorze ‘Victory Blue’. Dostawa planowana była na grudzień 2006.
