Najnowsza ikona motoryzacji, żywa legenda - Nuova Cinquecento - przebojem weszła na rynek i zachowuje się na nim co najmniej nonszalancko. Po błyskotliwej kampanii reklamowej, podbiciu prawie wszystkich krajów świata i sprzedaży ponad 200 tysięcy egzemplarzy teraz pięćsetka zapragnęła... wożenia właścicieli Ferrari.
Specjalna seria dwustu pięćsetek będzie używana jako samochody zastępcze dla klientów ASO Ferrari. Przy okazji firma postarała się oczywiście o dodatkowy wyróżnik. Fiat 500 lubi się przebierać - do tej pory ukazał się nam już w pięciu edycjach: ekologicznym Aria, Abarth, jego pucharowym odpowiedniku Assetto Corse i dwóch edycjach otwierających sprzedaż. Ferrari - należące do koncernu Fiata od 1969 - lubi natomiast sygnować swoim znakiem towarowym wszystko, co może się sprzedawać - części bolidów Formuły 1, misie, jeansy, narty, rowery, wody toaletowe, szlafroki... Stworzenie Fiata 500 w edycji Ferrari nie jest więc takie nienaturalne - biorąc pod uwagę, że Michael Schumacher użyczał już swojego nazwiska specjalnym wersjom Seicento i Stilo.
Z zewnątrz odróżnimy tę edycję po lakierze Rosso Corsa i wyjątkowych 16-calowych felgach. Kiedy już otrząśniemy się po pierwszym zauroczeniu, dostrzeżemy pod nimi czerwone zaciski hamulców. Pod maską popularny 1,4 6v o mocy 100 KM - choć tutaj zarządzany elektroniką Magneti Marelli, a spaliny wydostają się przez przygotowany przez tą samą firmę sportowy układ wydechowy. MM już od wielu lat dostarcza komponenty zarówno do drogowych Fiatów, jak i nawet do bolidów Formuły 1 Scuderii Ferrari. Prezesem Magneti Marelli jest Sergio Marchionie, CEO koncernu Fiata.

W środku wyposażenie typowego Ferrari - automatyczna klimatyzacja, elektryczny szyberdach, system audio i dwie rzeczy absolutnie charakterystyczne dla samochodów z Maranello - skórzana tapicerka Poltona Frau i tabliczka z numerem egzemplarza informująca pasażerów o tym, jak bardzo specjalnym samochodem mają przyjemność się przejechać.
Zamiarem twórców było wytworzenie atmosfery Ferrari w małym miejskim toczydełku. Patrząc chłodnym okiem analityka rynkowego, na pewno się to udało.