Tegoroczne GP Malezji było triumfem McLarena. Obrońca tytułu Fernando Alonso wyprzedził Felipe Massę na pierwszym zakręcie i nie oddał prowadzenia aż do końca (z przerwami na pitstopy oczywiście). Hiszpan spokojnie oddalał się od reszty stawki, osłaniany od tyłu przez kolegę z zespołu, Lewisa Hamiltona. Młody Brytyjczyk również wysforował się na pierwszym zakręcie przed oba Ferrari i skutecznie blokował je aż do końca wyścigu, dzięki czemu po raz pierwszy od GP Brazylii w 2005 roku McLaren mógł pochwalić się dwoma najwyższymi miejscami na podium. Ostatnie zwycięstwo zespół z Woking również odniósł dwa sezony temu, w Japonii.
Kierowcy Ferrari od pierwszego okrążenia próbowali odzyskać stracone pozycje, mocno naciskając Hamiltona. Chwilami nawet za mocno. Felipe Massa dwukrotnie wyprzedzał Anglika na wejściu w zakręt, tylko po to aby znowu zostać z tyłu na wyjściu. Przy kolejnej próbie opóźnionego wejścia w zakręt Massa zblokował sobie koła, co wyrzuciło go na pobocze. Na tor wrócił już za Raikkonenem i Heidfeldem. Hamilton coraz bardziej oddalał się Raikkonenowi, po pierwszej serii postojów mając już ponad 10 sekund przewagi, ponieważ Kimi wyjeżdżając utknął za jadącym wolniej Giancarlo Fisichellą. Wraz ze zbliżającym się końcem wyścigu przewaga Hamiltona malała jednak i na ostatnim okrążeniu znowu byliśmy świadkami walki o drugą pozycję. Massa tymczasem usilnie starał się wyprzedzić Nicka Heidfelda, Niemiec bronił się jednak skutecznie.
Renault w kwalifikacjach rozczarowało (11 i 12 miejsce na starcie), podczas wyścigu spisało się już trochę lepiej. Giancarlo Fisichella na starcie wyprzedził trzech kierowców, obejmując ósmą lokatę, a ostatecznie, po problemach Kubicy i odpadnięciu Nico Rosberga, zameldował się na mecie szósty. Ósmy był Kovalainen, który co prawda popełnił trochę drobnych błędów, jechał jednak lepiej niż w Melbourne. Miejmy nadzieję, że tym razem Flavio Briatore nie będzie już tak bardzo krzyczał na młodego Fina.
BMW Sauber miało w Sepang praktycznie powtórkę z Australii. Nick Heidfeld, jak już wspomnieliśmy, był ponownie czwarty. Roberta Kubicę zaś ponownie dopadły problemy z samochodem. Tym razem co prawda dojechał do mety, ale dopiero na 18 miejscu, jako ostatni z tych, którym udało się skończyć wyścig. Jak sam powiedział, w tym wyścigu miał problemy ze wszystkim: problemy ze skrzynią biegów, hamulcami, niesprawne radio, przebita opona i uszkodzony nos. Ze swej strony sugeruję, żeby Robert i Nick zamienili się na następny wyścig samochodami :P
Toyota nie ma powodów do zadowolenia. Jarno Trulli został wyprzedzony na starcie przez Fisichellę i do końca nie odzyskał pozycji, dojeżdżając na metę jako siódmy. Ralf Schumacher pojechał fatalnie, kończąc na miejscu piętnastym.
Kierowcy Williamsa nie zdobyli co prawda żadnych punktów, pokazali się jednak z bardzo dobrej strony. Alex Wurz startował 19 i powoli ale skutecznie torował sobie drogę przez stawkę, kończąc ostatecznie na miejscu dziewiątym. Nico Rosberg, po problemach Kubicy, wydawał się pewnym kandydatem do szóstego miejsca, niestety awaria hydrauliki na 43 okrążeniu wyeliminowała go z dalszej jazdy.
Kierowcy Red Bulla nie zachwycili: David Coulthard w połowie wyścigu wycofał się z powodu awarii hamulców, Mark Webber finiszował, tak jak wystartował, czyli dziesiąty.
Jedyne, co można powiedzieć dobrego o bolidach Hondy to to, że się nie psują. Jenson Button dojechał do mety 11, a Rubens Barichello 12. Tym razem przynajmniej nie zostali wyprzedzeni przez tzw. Hondę-B, czyli zespół Super Aguri. Takuma Sato był 13, a Anthony Davidson 16.
Scott Speed i Tonio Liuzzi stuknęli się lekko na pierwszym okrążeniu, przez co Włoch musiał zjechać po nowy nos. Miejsca, jakie zajęli kierowcy Toro Rosso to 14 i 17.
Najwyraźniej Spyker przejął w tym roku rolę Super Aguri, jako tzw. backmarker. Może i mieli w Malezji nowy pakiet aero, nie mieli jednak okazji pokazać jego możliwości. Sutil rozbił się na pierwszym okrążeniu, Albers miał awarię skrzyni biegów na dziewiątym.
Wygląda na to, że zgodnie z przedsezonowymi przewidywaniami, w tym roku walka o tytuł rozegra się pomiędzy Ferrari a McLarenem. Z niecierpliwością czekamy na następny wyścig. Na szczęście Gulf Air Bahrain Grand Prix 2007 już za tydzień!
Tekst: Paweł Golubiński