Więc w końcu nadeszło – oczekiwane, upragnione, wypracowane pierwsze zwycięstwo Lewisa Hamiltona w Formule 1, podczas swojego pierwszego GP Kanady. Lewis, który widział tor po raz pierwszy w życiu oddawał prowadzenie tylko na czas tankowania. Nie zmienia to jednak faktu, że był to najbardziej chaotyczny wyścig sezonu a osiągnięcie Brytyjczyka zostało przesłonięte przez wiele incydentów z toru – samochód bezpieczeństwa wyjeżdżał aż cztery razy.
Nick Heidfeld także bez większych problemów, komfortowo dojechał na drugiej pozycji za to za jego plecami rozgrywało się małe piekiełko. Szczególnie tyczy się to teammate’a Niemca – Roberta Kubicy, który niezwykle niebezpiecznie uderzył w bandę przed agrafką przy prędkości ok. 230 km/h. Jak wiemy, wyszedł na szczęście z okrutnego zderzenia bez poważniejszych obrażeń – możemy to zawdzięczać tylko surowym normom bezpieczeństwa narzucanym przez FIA.
Do grona pechowców zaliczymy niestety kierowców Scuderii Ferrari. Kimi i Felipe startowali z czwartej i piątej pozycji – Brazylijczyk utrzymywał czwartą pozycję przez pierwszą część wyścigu a Kimi był dwie lokaty za nim.
Utrzymywali te pozycje, kiedy na tor po raz pierwszy wjechał safety car – po tym, jak Spyker Adriana Sutila zakończył udział na bandzie bezpośrednio przy torze. Wielu kierowców zjechało wtedy do pitów na tankowanie – dwóch z nich wyjechało przy czerwonym świetle: Felipe Massa i Giancarlo Fisichella. Obaj zostali ukarani czarną flagą za niedostosowanie się do przepisów. Oznaczało to koniec szans Ferrari na podium.
Niemal dokładnie po tym miał miejsce pamiętny wypadek Kubicy, który wzbił się w powietrze i z wielkim impetem uderzył w bandę po zahaczeniu Jarno Trulliego. Kolejny okres stabilizacyjny zostawił Kimiego na dziesiątym miejscu po połowie dystansu. Prócz tego ukarani zostali Fernando Alonso i Nico Rosberg za tankowanie w niedozwolonym momencie. Za ten manewr dostali dziesięciosekundowy karny postój, co teoretycznie niweczyło szanse na jakikolwiek dobry wynik ale Alonso wściekle atakował i niedługo potem doszedł już jadącego na punktowanej pozycji Raikkonena.
Na 50. z 70 okrążeń samochód bezpieczeństwa wyjechał raz jeszcze, tym razem dając czas na uprzątnięcie odłamków powstałych po spotkaniu Spykera Christijana Albersa z bandą za szykaną. Wtedy z szóstego i siódmego pitowali Raikkonen i Alonso – mogliśmy obejrzeć pasjonujący pojedynek mechaników, który wygrali załoganci McLarena. Fin odrobił jednak tą pozycję gdy Fernando po raz kolejny – dokładnie czwarty – popełnił błąd na pierwszej sekwencji zakrętów – ta kombinacja wyraźnie mu nie przypadła do gustu.
Po kolejnym okresie SC na uprzątnięcie STR2 Liuzziego ze ściany mistrzów zostało 10 okrążęń, które większość kierowców pokonywała na miękkich oponach. Liderujący Hamilton tylko oddalał się od Heidfelda, za którym zaskakująco znalazł się w wyniku przetasowań Alex Wurz, świętujący tego dnia 10. rocznicę uczestnictwa w F1. Za nim podążał Kovalainen, którego naciskał Raikkonen.
Na ostatnich okrążeniach wyraźnie spadło tempo Alonso, którego zaczął atakować dzielnie Takuma Sato na Super Aguri – samuraj poradził sobie chwilę wcześniej z Ralfem Schumacherem a przed dwukrotnym mistrzem świata nie czuł żadnego respektu. I stało się – pamiętny manewr odbył się na końcu długiej prostej, poprzedzającej szykanę do linii start/meta. Alonso skończył więc na siódmej pozycji, Schumacher ósmy a Webber dziewiąty – mimo że przez część wyścigu był trzeci (a przez część dziewiaty. To chyba najlepiej obrazuje charakter wyścigu.
Wygrana Hamiltona daje mu ośmiopunktową przewagę nad Alonso, który z kolei ma kolejne siedem punktów więcej niż Felipe Massa, któremu nie udało się zdobyć punktów po raz pierwszy w sezonie. Raikkonen jest teraz sześć oczek za Brazylijczykiem i ma tylko punkt więcej od Heidfelda. W klasyfikacji konstruktorów wcale lepiej – McLaren ma 88 punktów wobec 60 Ferrari. Wszystko może się jednak zmienić już za tydzień, na GP USA.
Temperatura powietrza: 25 : 28°C
Temperatura nawierzchni: 39 : 41°C
Słonecznie