Lewis Hamilton na wyciągnięcie ręki zbliżył się do swojego pierwszego tytułu mistrzowskiego po sensacyjnym zwycięstwie na sensacyjnym GP Japonii. Właśnie minęły regulaminowe dwie godziny, kiedy Hamilton przejechał pełny dystans 67 okrążeń wyścigu, czego zasługą jest przejechanie 1/3 dystansu za samochodem bezpieczeństwa i nieustające fatalne warunki atmosferyczne. Sam start odbył się za samochodem bezpieczeństwa – i wszystko wskazywało na to, że tak upłynie nam całe 300 kilometrów, kiedy kierowcy narzekali na bezpieczeństwo nawet przy stosunkowo wolnym tempie Bernda Maylandera za kierownicą Mercedesa CLK 63 AMG. Jednak kiedy Niemiec zjechał po 19 okrążeniach, dał początek ponadgodzinnemu ekscytującemu wyścigowi – jednego z najlepszych ostatnich lat.
Wyścig zaczął się już o 12:35, kiedy dyrektor wyścigu Charlie Whitling oznajmił emailowo, że wszyscy muszą startować na oponach ekstremalnie deszczowych. Wszystkie teamy oznajmiły do 12:37, że zaznajomiły się z tą sytuacją – oprócz Ferrari. Scuderia nie mając już wiele do stracenia ostro (i nielegalnie) zaryzykowała startując na suchszej mieszance. Jednocześnie pozostaje oczyszczona z zarzutów, jako że oficjalnie zaznajomili się z tą informacją już po starcie wyścigu. W praktyce – postawili wszystko na jedną kartę która obróciła się przeciwko nim. Najpierw Massa wykręcił piruet za samochodem bezpieczeństwa, potem próbował wyprzedzać przy żółtej fladze (za co został ukarany przejazdem przez boksy), ostatecznie obydwaj kierowcy musieli zmienić opony, co zepchnęło ich na koniec stawki. Szansa konkurencyjnej walki z McLarenem przepadła bezpowrotnie. Taktyka ta sprawiła jednak niemały zamęt – oprócz Ferrari jeszcze kilka innych bolidów zatankowało pod sam korek, co przysporzyło bólu głowy bardziej ofensywnym strategom: jeśli dalej wszyscy będą sie ciągnąć za safety carem, inni też będą musieli później zjechać, już bez szansy na wyprzedzenie tych, którzy mieli tankowanie za sobą. Ostatecznie nie stało się tak – żółte flagi ustały na 20. okrążeniu i zaczęło się prawdziwe ściganie.
I to jakie! Puszczenie bolidów było krokiem w nieznane – samochody wystrzeliły jak z procy na półtorakilometrową prostą z praktycznie zerową widocznością. Zaskakująco, obyło się bez żadnych wypadków poza incydentem Alexa Wurza, który musiał za sobą pociągnąć jeszcze Felipe Massę... Brazylijczyk wrócił szybko do gry bez uszczerbku na technicznym zdrowiu. Drugim przegrańcem pierwszego okrążenia był Jenson Button, który rozbił nos bolidu o tył BMW. Po wspaniałym pokazie na kwalifikacjach i wysokich umiejętnościach na mokrej na wierzchni mogliśmy liczyć na wiele więcej – może nawet podium?
Lewis Hamilton rozwijał tymczasem swe skrzydła w wolnym od wzburzonej wody powietrzu, systematycznie budując przewagę. Równie dobrą formą popisywał się Raikkonen – dzielnie szarżował w drugiej dziesiątce stawki. Odważnymi manewrami na przestrzeni 6-7 okrążeń nadrobił dziesięć pozycji. Taką wprawą nie wykazał się Robert Kubica, który optymistycznym manewrem zahaczył zwężającego zakręt Lewisa Hamiltona. Obydwaj kierowcy wyszli bez szwanku, kończąc na obrocie wokół własnej osi, ale to Polak musiał jeszcze wykonać karę przejazdu przez boksy za spowodowanie incydentu. Fernando Alonso miał za to jeszcze bardziej dramatyczne momenty – jako że jemu nie udało się aż tak uciec od peletonu, po tankowaniu wyjechał w sam środek walki – kierowcy otaczali go ze wszystkich stron. Mogło to skończyć się bardzo źle – młody Vettel ujał się ambicją i postanowił spróbować swoich sił z Alonso, co skończyło się rozbitym bokiem McLarena i okręceniem bolidu. Ale i tak nie miało to różnicy na dłuższą metę – mistrz świata z intencją nadrobienia straty do Hamiltona dostał potężnego aquaplaningu na piątym zakręcie, brutalnie rozbijając tył o bandę. Pozostałe na torze szczątki zapoczątkowały nowy etap safety cara.
Wtedy dopiero można było zauważyć, jak dziwny jest skład uporządkowanej stawki - szczególnie szczęśliwy dla Red Bulla. Mark Webber na drugiej pozycji, Coulthard też w mocnych punktach, Vettel z Toro Rosso na niewiarygodnym trzecim. Wyglądało to jak wyścig życia dla Niemca – dłuższą część dystansy przejechał w czołówce i teraz sięgał po swoje pierwsze podium. Wszystko odwróciło się jednak w momencie, kiedy Sebastian w jakiś sposób przy safety carze zdołał z impetem uderzyć w Webbera, co wykluczyło obydwa auta z dalszej jazdy. Słusznie zdenerwowany Australijczyk dał upust swoim emocjom kolorytem słownictwa, a Vettel jak przystało na dojrzałego mężczyznę poszedł do boksów i się rozpłakał.
To ustawiło Kovalainena na trzeciej pozycji i jakimś cudem Massę na trzeciej. W tym momencie Raikkonen był piąty (z zaliczonym tankowaniem) – od teammate’a rozdzielał go Coulthard. Fin nie mógł pozwolić, aby podstarzały Szkot miał być od niego lepszy – intensywnie go atakował, ostatecznie popisując się pięknym manewrem wyprzedzania na piątym zakręcie. Massie brakowało paliwa i na kilkanaście okrążeń przed końcem musiał zjechać do boksów, co wypchnęło Kimiego na podium. Przy kilku okrążeniach do końca i takich warunkach wielu kierowców wolałoby zadowolić się trzecim miejscem, ale nie tak waleczny kierowca jak Raikkonen – szybko zbliżył się do swojego młodego rodaka i nic nie widząc ryzykował dorobek kilku ostatnich dni. Heikki wykazał się jednak dojrzałością i pokazał dobrą jazdę defensywną – nawet, jeśli Ferrari wyprzedziło go na ostatnim okrążeniu to tylko po to, żeby Renault mogło wjechać spowrotem po wewnętrznej. Był to najlepszy jak do tej pory wyścig w karierze Kovalainena.
Za nimi doszło do kolejnego fascynującego pojedynku – znajdujący się za Kubicą Massa chciał się odegrać za GP Wielkiej Brytanii. Na ostatnich zakrętach pozycje zmieniały się wielokrotnie, przywołując na myśl pojedynek Villenueve-Arnoux z Dijon 1979. Górą wyszedł Massa, który na mecie był zaledwie 0,2 s przed Robertem. Obydwaj kierowcy pokazali klasę, podając sobie ręce w parc ferme.
Jednak żadne z tych wydarzeń nie dotyczyło Hamiltona, który bezpiecznie doprowadził swojego McLarena do mety w tych iście diabolicznych warunkach. Manewr ten postawił beniaminka na pole position w walce o tytuł mistrza. Alonso i Raikkonen mogą teraz liczyć tylko na usterkę techniczną Lewisa. Kimi mógł zmienić tutaj sytuację gdyby nie zuchwała decyzja o zmianie opon przed wyścigiem. Między innymi to kosztowało go kolejny rok pracy przed zdobyciem upragnionego tytułu mistrza, na który niewątpliwie zasługuje.
Więc do Szanghaju kierujemy się po jednym z najbardziej zatrważających wyścigów od lat. Tym, którzy twierdzili, że obecni kierowcy nie mają już odwagi i woli walki poprzedników sprzed lat, GP Japonii zabrało argumenty. Poziom tych zawodów stanowi świadectwo wspaniałej formy Formuły 1.
Temperatura powietrza: 17 : 18 °C
Temperatura nawierzchni: 20 °C
deszcz