Felipe Massaa nadrabia w końcu słaby początek sezonu, wygrywając bez przeszkód GP Bahrajnu. Dowiózł zdobyte wczoraj pole position, oddając pozycję lidera tylko na czas roszad postojowych. Kimi Raikkonen dowiózł swoją pozycję startową do mety. Jest to szczególnie ważne w bezpośredniej walce o tytuł mistrzowski z Alonso, który stracił początkową pozycję na rzecz Heidfelda – teraz aż trzech kierowców ma taką samą ilość punktów w klasyfikacji – 22 uzbierał także Lewis Hamilton, który po raz kolejny dał pokaz dojrzałej i wyrównanej jazdy.
Jest to pierwszy kierowca w historii F1, który zdołał ukończyć wszystkie trzy swoje pierwsze starty na podium. Wskazuje to na duży potencjał młodego Murzyna – Ron wiedział, co robi. Lewis nie zdołał jednak wyprzedzić na starcie Massy i o mało co przez swój nieudany atak nie starcił też pozycji na rzecz Raikkonena. Ten, przyhamowany przez niego, musiał oddać trzecią pozycję na rzecz szybszego po zewnętrznej Alonso. Na końcu stawki doszło do zderzenia pomiędzy Sutilem, Buttonem i Speedem, co spowodowało wyjazd samochodu bezpieczeństwa na trasę.
Po jego zjeździe pierwsza dwójka zdecydowanie odjechała do przodu – jednak Alonso i Raikkonen a nawet Heidfeld za ich plecami nie spuszczali z tonu i nie odstawali na więcej niż 10 sekund. Kierowcy zespołu z Woking zdecydowali się na dłuższe wykorzystanie miękkich opon, ale strategia ta się nie zwróciła.
Mimo wszystko na twardych oponach McLareny były wyraźnie szybsze od Ferrari – na ostatnich okrążeniach Hamilton nadrabiał po 0,5, 0,7 sekundy, sukcesywnie niwelując ponad dziesięciosekundową przewagę do zaledwie dwóch.
Sakhir wyraźnie nie pasuje obecnemu jeszcze mistrzowi świata – był najgorszy z kierowców Ferrari i McLarena w kwalifikacjach a w wyścigu musiał uznać wyższość nawet Heidfelda. Fernando co prawda wyprzedził Raikkonena na pierwszym zakręcie ale po wyjazdach z boksów był już kilka sekund za nim, a potem strata już tylko rosła. Nie wytrzymał też ciśnienia ciśnienia w walce z Nickiem i Niemiec na 31. okrążeniu po zewnętrznej stronie 4. zakrętu zgarnął jego czwartą pozycję.
Alonso skończył więc na piątej pozycji co nie powinno go przesadnie satysfakcjonować. Za nim dojechał Kubica, zdobywając na T-carze swoje pierwsze punkty w sezonie ’07. Zespoły wracają teraz do Europy i mechanicy będą mieli aż trzy tygodnie na utrzymanie poziomu bolidu Polaka.
Na pochwałę zasługuje występ Red Bullów – David Coulthard startujący z końca stawki ze względu na problemy techniczne w sobotę przedzierał się dzielnie przez kolejne miejsca osiągając nawet siódme, powstrzymała go jednak awaria skrzyni biegów na 36. kółku. Szkot po raz kolejny bez punktów. Webberowi poszło niewiele lepiej – zajął miejsce Davida ale po pięciu okrążeniach jego RB też padł.
Przy takim obrocie spraw Trulli ukończył kolejny wyścig na siódmej pozycji przed dwoma Renault, które zdążył wyprzedzić. Młode wilki – Kovalainen i Rosberg – skończyli co prawda w pierwszej dziesiątce, ale skwar bahrajńskiego nieba wyraźnie im nie służył – zdarzały im się błędy z wycieczkami poza tor włącznie.
Anthony Davidson, pomimo dobrej postawy zarówno wczoraj jak i dzisiaj (w najlepszym momencie był szósty) został powstrzymany przez awarię silnika. Podobna sytuacja zaistniała w bliźniaczym bolidzie Takumy Sato, ale w przypadku ‘samuraja’ to żadna nowość.
Podsumowując, wyścig nie obfitował w szczególne sensacje z okazyjnymi pojedynkami kierowców i niewielką ilością wypadków. Świetna postawa Ferrari potwierdza, że GP Malezji było tylko przypadkiem. Teraz zespoły mają aż trzy tygodnie przygotowań – w Maranello już jest przygotowywany nowy pakiet aerodynamiczny na tą okazję.
Temperatura powietrza: 30 → 28°C
Temperatura nawierzchni: 41 → 38°C
niebo czyste